Myślałam, że uda mi się napisać coś wcześniej, ale nie doceniłam przeciwnika. Walka z Systemem* zajęła mi skutecznie ostatnie dni. Nie było łatwo i nie będzie. Obie strony zbierają już siły do drugiego starcia, w marcu. Oczywiście ja też nie jestem ułomkiem - cztery lata udało mi się przeżyć, przeżyję i ten ostatni rok. A o tej bitwie będą jeszcze latami śpiewać bardowie. Ale tymczasem wróćmy do tematu lalek.
Część druga potoczyła się według nieco innego schematu, niż najbardziej naturalne: zobaczyłam - rozważyłam - nabyłam (drogą kupna). Otóż było to tak... Moja ulubiona firma Wilde Imagination, oprócz tego, że sprzedaje swoje cudne lalki, od czasu do czasu również daje szansę zdobycia ich jako nagrody w konkursie. I taki był mój plan. Zarzekałam się wszem i wobec, że kupię tylko jedną, ale chwila, moment, nikt nie powiedział, że nie mogę następnej dostać... ;-) Zadanie konkursowe było z pozoru proste: napisać wiersz od czterech do ośmiu wersów, dotyczący Ellowyne, ponury, depresyjny i obowiązkowo ze słowem "melancholy" w środku. (Oczywiście, rzecz miała być po angielsku.)
Listopad nie był dla mnie dobrym czasem na wiersze. Ale w pewnym sensie na inne rzeczy był jeszcze gorszy. Tak więc przedostatniego dnia konkursu, kiedy już wiedziałam, że teraz albo nigdy, usiadłam i napisałam. Nic tak nie motywuje jak deadline na karku. I szczerze mówiąc podejrzewam, że słowo "wena" w wielu przypadkach oznacza właśnie tyle samo, co "czas mi się kończy". ;-) Ukochany został oczywiście pierwszym krytykiem. Swoją rolę potraktował bardzo poważnie i profesjonalnie, wprowadzając pewne poprawki stylistyczne. Rzecz wysłałam i byłam bardzo z siebie zadowolona.
Do czasu. Konkretnie do następnego dnia, kiedy to uświadomiłam sobie, że nie mam szans. Że jestem tylko kiepsko mówiącą po angielsku obywatelką biednej Polski i gdzie mi się tam mierzyć z native speakerami.
Więc bez specjalnej nadziei, ale jednak czekałam na ogłoszenie wyników. No i pewnego dnia sprawdzam, jak zawsze, pocztę, a tam... Że "your poem was very clever" i że zajęłam drugie miejsce i moi przyjaciele z Wilde Imagination mi gratulują. No, wyobrażacie sobie?
I tak trafiła do mnie Solace.
Pokrótce opis i przejdziemy do zdjęć. Solace jest to Essential Ellowyne Three. Perukowa, z wstawianymi szklanymi (?) oczami. Lalka, której sama bym nigdy nie wybrała. Na zdjęciach firmowych zupełnie mi się nie spodobała. Kiedy ją rozpakowałam, jasne, cieszyłam się bardzo, ale w naturze też do mnie jakoś nie przemówiła. Jeszcze tylko spróbowałam jej zamienić perukę z blond falistej na kruczoczarną i... Przepadłam. Wystarczyła ta niewielka z pozoru zmiana, żeby Solace nabrała zupełnie innego charakteru. Jest prawdziwą pięknością. Ma bladą trójkątną twarzyczkę, częściowo zasłoniętą ciemnymi włosami (bardzo udana fryzura). Szklane oczy też jakby nabrały głębi (na zdjęciach firmowych wyglądała moim zdaniem potwornie sztucznie i nieciekawie; "na żywo" okazuje się bardzo naturalna). Makijaż bardzo delikatny, kolorystycznie przypominający ten Arsinoe, tylko oczy mniej wycieniowane: trochę eyelinera i odrobina srebrnego cienia na górnych powiekach. Ubrana w śliczną bieliznę, a może raczej piżamkę. Do tego białe sandałki, tym razem na sprzączki. Mam już dla niej parę pomysłów na stylizacje i jestem pewna, że spisze się świetnie, ale uwielbiam też jej obecny wygląd. Jest taka dziewczęca, trochę jakby smutna... Zresztą, popatrzcie sami. :-)) (Oczywiście kiedyś nadejdą lepsze zdjęcia. I słońce. I lato. Podobno.)
*S.E.S.J.A. = System Eliminacji Studentów Jest Aktywny
środa, 2 lutego 2011
środa, 19 stycznia 2011
Arsinoe
Tak, przynajmniej tyle dobrego, że dotrzymuję deadline'ów. Przejdźmy do rzeczy.
Przyszła do mnie 22 września 2010 roku. Jeśli chodzi o oficjalne dane, jest to Essential Ellowyne Brunette - Too. Specyfikację i firmowe zdjęcia można znaleźć na stronie Wilde Imagination. Ale nijak nie oddają one jej urody. Zła wiadomość jest taka, że moje też tego nie są w stanie zrobić. Natomiast mam wrażenie, że udało mi się uchwycić trochę więcej z jej nastroju. ;-))
Jest piękna. Smukła, eteryczna, zamyślone, tajemnicze spojrzenie i usta - czyżby lekko uśmiechnięte? Długie ciemnobrązowe włosy opadają burzą loków na plecy. Dwa pasma przysłaniają nieco oczy. Jasnobłękitne tęczówki wydają się niemal świecić w ciemności. Na powiekach ciemne cienie - typowe smoky eyes - potęgują wrażenie tajemniczości. Usta kolorem przypominają najbardziej herbaciane róże. Różowobrzoskwiniowe, bardzo delikatne. Całości makijażu dopełniają jasnoróżowe paznokcie u dłoni i stóp.
Ubrana jest w zgrabny bieliźniany komplet: biały staniczek z kokardkę i koronką, takież bokserki. Pod spodem (!) siateczkowe rajstopy w poziome paski białe i biało - przejrzyste. Do tego sandałki ze sztucznej białej skóry, wiązane czarną tasiemką. Całość prezentuje się bardzo zgrabnie. Strój eksponuje jej smukłą, dziewczęcą sylwetkę.
Może w takim razie przedstawię trochę prób zdjęciowych. Niestety, jakość jest jaka jest - w tym temacie mam jeszcze wiele do zrobienia. Postaram się złapać na dniach trochę dziennego światła, bo przy sztucznym kolory są dość mocno przekłamane.
Ladies and Gentlemen, przedstawiam Arsinoe Antiochos!
Przyszła do mnie 22 września 2010 roku. Jeśli chodzi o oficjalne dane, jest to Essential Ellowyne Brunette - Too. Specyfikację i firmowe zdjęcia można znaleźć na stronie Wilde Imagination. Ale nijak nie oddają one jej urody. Zła wiadomość jest taka, że moje też tego nie są w stanie zrobić. Natomiast mam wrażenie, że udało mi się uchwycić trochę więcej z jej nastroju. ;-))
Jest piękna. Smukła, eteryczna, zamyślone, tajemnicze spojrzenie i usta - czyżby lekko uśmiechnięte? Długie ciemnobrązowe włosy opadają burzą loków na plecy. Dwa pasma przysłaniają nieco oczy. Jasnobłękitne tęczówki wydają się niemal świecić w ciemności. Na powiekach ciemne cienie - typowe smoky eyes - potęgują wrażenie tajemniczości. Usta kolorem przypominają najbardziej herbaciane róże. Różowobrzoskwiniowe, bardzo delikatne. Całości makijażu dopełniają jasnoróżowe paznokcie u dłoni i stóp.
Ubrana jest w zgrabny bieliźniany komplet: biały staniczek z kokardkę i koronką, takież bokserki. Pod spodem (!) siateczkowe rajstopy w poziome paski białe i biało - przejrzyste. Do tego sandałki ze sztucznej białej skóry, wiązane czarną tasiemką. Całość prezentuje się bardzo zgrabnie. Strój eksponuje jej smukłą, dziewczęcą sylwetkę.
Może w takim razie przedstawię trochę prób zdjęciowych. Niestety, jakość jest jaka jest - w tym temacie mam jeszcze wiele do zrobienia. Postaram się złapać na dniach trochę dziennego światła, bo przy sztucznym kolory są dość mocno przekłamane.
Ladies and Gentlemen, przedstawiam Arsinoe Antiochos!
sobota, 15 stycznia 2011
Ciąg dalszy i ogólnikowo o przyczynach
Witam po długiej przerwie. To jest ten trudny post, ponieważ właściwie powinnam coś napisać, dlaczego tak nagle zniknęłam. Problem w tym, że nie chciałabym o tym mówić. Blog miał w założeniu opowiadać o moich zainteresowaniach, nie o życiu. Nie znaczy to, że nic z życia się tu nie pojawi, ale wolałabym jeśli już pisać o rzeczach dobrych i przyjemnych. Niestety, ostatni czas dla mnie i mojej rodziny do takich nie należał. Pozwólcie, że na tych pseudo-wyjaśnieniach poprzestanę, przynajmniej na razie.
Punkt drugi. W związku z nie opisanymi powyżej wydarzeniami, umknęły mi wizyty dwóch nowych osób w Lesie Losowym. Chciałabym zatem powitać Raj Lal i Shi4. :-)) Bardzo się cieszę, że tu wpadłyście i mam nadzieję, że pojawi się tu coś jeszcze, co Was zainteresuje.
Raj Lal: No to teraz wpisy RPGowe po prostu muszą się pojawić. Cieszę się, że jest nas tu więcej. :-)) "Magii i Miecza" niestety raczej nie będzie, bo nigdy nań nie trafiłam (jakkolwiek trzeba popytać - Ukochanego na przykład; może da się nadrobić ;-)).
Shi4: Wpadnę do Ciebie na pewno. :-)) Chętnie sobie przypomnę Pamelki. Jaka to była kiedyś atrakcja... Barbie (i wszystkie barbiokształtne, które pamiętam) miały artykulację bliską zeru, a Pamela - chyba nawet stópki i dłonie miała ruchome. ;-))
Wreszcie - lalki. Obiecywane z dawien dawna. Miał to być jeden z głównych tematów mojego bloga. I co? No właśnie. Biedna Ellowyne siedzi u mnie od września i nie może się paru zdjęć doczekać. Tym gorzej, bo z tego co wiem część z Was trafiła tutaj właśnie ze względu na lalki. Oczywiście wszystko zostanie nadrobione. Powiedzmy, do środy pojawi się przynajmniej jeden lalkowy post. Co więcej, będzie on dopiero początkiem... ;-))
Tym optymistycznym akcentem... Nevermind. Dziękuję wszystkim, którzy się nadal do mnie nie zniechęcili. :-))
Punkt drugi. W związku z nie opisanymi powyżej wydarzeniami, umknęły mi wizyty dwóch nowych osób w Lesie Losowym. Chciałabym zatem powitać Raj Lal i Shi4. :-)) Bardzo się cieszę, że tu wpadłyście i mam nadzieję, że pojawi się tu coś jeszcze, co Was zainteresuje.
Raj Lal: No to teraz wpisy RPGowe po prostu muszą się pojawić. Cieszę się, że jest nas tu więcej. :-)) "Magii i Miecza" niestety raczej nie będzie, bo nigdy nań nie trafiłam (jakkolwiek trzeba popytać - Ukochanego na przykład; może da się nadrobić ;-)).
Shi4: Wpadnę do Ciebie na pewno. :-)) Chętnie sobie przypomnę Pamelki. Jaka to była kiedyś atrakcja... Barbie (i wszystkie barbiokształtne, które pamiętam) miały artykulację bliską zeru, a Pamela - chyba nawet stópki i dłonie miała ruchome. ;-))
Wreszcie - lalki. Obiecywane z dawien dawna. Miał to być jeden z głównych tematów mojego bloga. I co? No właśnie. Biedna Ellowyne siedzi u mnie od września i nie może się paru zdjęć doczekać. Tym gorzej, bo z tego co wiem część z Was trafiła tutaj właśnie ze względu na lalki. Oczywiście wszystko zostanie nadrobione. Powiedzmy, do środy pojawi się przynajmniej jeden lalkowy post. Co więcej, będzie on dopiero początkiem... ;-))
Tym optymistycznym akcentem... Nevermind. Dziękuję wszystkim, którzy się nadal do mnie nie zniechęcili. :-))
niedziela, 14 listopada 2010
Science!
Centrum Nauki Kopernik w Warszawie zostało nareszcie otwarte! Właściwie powinnam napisać o tym wcześniej - jak by nie było, informacja ma już dziewięć dni... Niestety w zamieszaniu ostatnich dni zupełnie nie miałam możliwości zająć się blogiem. (Zresztą redagowanie serwisu informacyjnego nie było nigdy moim zamiarem. ;-)) Dlatego zdecydowałam się chociaż na tę spóźnioną, króciutką recenzję.
Dzięki mojemu szwagrowi (pozdrawiam, Łukaszu :-)) miałam okazję Kopernika eksplorować już 19 października. Przez dwie godziny szalałam wśród niesamowitych eksponatów. Budowałam mosty, sklepienia, obserwowałam ogniste tornado i własny szkielet podczas jazdy na rowerze. Na chwilę zostałam duchem, zaburzyłam perspektywę i grawitację, zobaczyłam ile jest we mnie wody, a ile fosforu... A to i tak tylko część tego, co Kopernik oferuje. Zdecydowanie, zwiedzać należy cały dzień. A i tak trzeba będzie wrócić. ;-) Wrócę zatem w grudniu - tym razem z Ukochanym (prawda?). Do tego czasu pewnie ruszą już wszystkie atrakcje i naprawdę nie wiem, jaka siła będzie zdolna mnie stamtąd wyciągnąć (ale jeśli takowa istnieje i została już odkryta, na pewno też ją tam zobaczę ;-)).
Przy wejściu przywita nas jeden z aktorów Teatru Robotów. :-) Żywo gestykuluje, wyraża emocje nie gorzej niż co poniektórzy ludzie i na życzenie (tak, jest częściowo programowalny) może odegrać sceny znane z różnych filmów. Zdjęcie Robothespiana autorstwa mojej Mamy, razem z którą zwiedzałyśmy Centrum. :-) Na zewnątrz budynku również ma być ciekawie - Park Odkrywców pewnie będzie jednak lepszym pomysłem na cieplejsze dni...
Również dzięki Łukaszowi zobaczyłam "Wielki Wybuch" - spektakl multimedialny z okazji otwarcia Kopernika. Stałam w niedzielny wieczór ponad godzinę na deszczu... I wiecie co? Było warto! :-)) Dość niesamowite przedstawienie, koncentrujące się na najważniejszych pytaniach: kim jesteśmy; dokąd zmierzamy? Wydaje mi się to dobrym pomysłem, bo przecież wszystkie odkrycia naukowe, wszystkie te cuda prezentowane w Koperniku składają się na odpowiedź na nie.
Podsumowując: jeśli Centrum Nauki Kopernik nie jest w stanie zainteresować ludzi nauką, to nic nie jest w stanie - czyli jesteśmy zgubieni. Ale jakoś mi się wydaje, że tak źle chyba nie będzie... ;-))
Dzięki mojemu szwagrowi (pozdrawiam, Łukaszu :-)) miałam okazję Kopernika eksplorować już 19 października. Przez dwie godziny szalałam wśród niesamowitych eksponatów. Budowałam mosty, sklepienia, obserwowałam ogniste tornado i własny szkielet podczas jazdy na rowerze. Na chwilę zostałam duchem, zaburzyłam perspektywę i grawitację, zobaczyłam ile jest we mnie wody, a ile fosforu... A to i tak tylko część tego, co Kopernik oferuje. Zdecydowanie, zwiedzać należy cały dzień. A i tak trzeba będzie wrócić. ;-) Wrócę zatem w grudniu - tym razem z Ukochanym (prawda?). Do tego czasu pewnie ruszą już wszystkie atrakcje i naprawdę nie wiem, jaka siła będzie zdolna mnie stamtąd wyciągnąć (ale jeśli takowa istnieje i została już odkryta, na pewno też ją tam zobaczę ;-)).
Przy wejściu przywita nas jeden z aktorów Teatru Robotów. :-) Żywo gestykuluje, wyraża emocje nie gorzej niż co poniektórzy ludzie i na życzenie (tak, jest częściowo programowalny) może odegrać sceny znane z różnych filmów. Zdjęcie Robothespiana autorstwa mojej Mamy, razem z którą zwiedzałyśmy Centrum. :-) Na zewnątrz budynku również ma być ciekawie - Park Odkrywców pewnie będzie jednak lepszym pomysłem na cieplejsze dni...
Również dzięki Łukaszowi zobaczyłam "Wielki Wybuch" - spektakl multimedialny z okazji otwarcia Kopernika. Stałam w niedzielny wieczór ponad godzinę na deszczu... I wiecie co? Było warto! :-)) Dość niesamowite przedstawienie, koncentrujące się na najważniejszych pytaniach: kim jesteśmy; dokąd zmierzamy? Wydaje mi się to dobrym pomysłem, bo przecież wszystkie odkrycia naukowe, wszystkie te cuda prezentowane w Koperniku składają się na odpowiedź na nie.
Podsumowując: jeśli Centrum Nauki Kopernik nie jest w stanie zainteresować ludzi nauką, to nic nie jest w stanie - czyli jesteśmy zgubieni. Ale jakoś mi się wydaje, że tak źle chyba nie będzie... ;-))
niedziela, 7 listopada 2010
No to na słodko...
Ano, obiecałam - słusznie mnie Kasia pogania. (Buziaki! :-*) Tyle, że w ostatnich dniach trochę się namieszało w tak zwanych "sprawach rodzinnych", no i też wyjątkowo dużo jak na ostatnie czasy wychodziłam z domu i zupełnie nie miałam do bloga głowy.
No i niepotrzebnie zrobiłam tę przerwę, bo tylko podkręcam oczekiwania, a w zasadzie chyba nie warto... Owszem, z filcowanek jestem dumna, ale zdjęcia tragiczne i już ich nie poprawię. Kolczyki - bo to było przeznaczenie owych itemów - powędrowały do Pewnej Bardzo Świetnej Osoby, w ramach prezentu urodzinowego. Tak, że pozostaje Wam wierzyć mi na słowo: w naturze były lepsze!
A następnym razem będzie o tym, gdzie się dzisiaj wieczorem (a także 19 października) szlajałam. Poza tym, może trochę o ekstremalnym filcowaniu, no i zbliżamy się nieuchronnie do momentu, kiedy zadebiutuje tu pewna Ellowyne... :-) Pozdrawiam Was ciepło i życzę dobrego kolejnego tygodnia.
No i niepotrzebnie zrobiłam tę przerwę, bo tylko podkręcam oczekiwania, a w zasadzie chyba nie warto... Owszem, z filcowanek jestem dumna, ale zdjęcia tragiczne i już ich nie poprawię. Kolczyki - bo to było przeznaczenie owych itemów - powędrowały do Pewnej Bardzo Świetnej Osoby, w ramach prezentu urodzinowego. Tak, że pozostaje Wam wierzyć mi na słowo: w naturze były lepsze!
A następnym razem będzie o tym, gdzie się dzisiaj wieczorem (a także 19 października) szlajałam. Poza tym, może trochę o ekstremalnym filcowaniu, no i zbliżamy się nieuchronnie do momentu, kiedy zadebiutuje tu pewna Ellowyne... :-) Pozdrawiam Was ciepło i życzę dobrego kolejnego tygodnia.
czwartek, 4 listopada 2010
Cudności od Kurczaka
No to jak obiecałam - będzie na bieżąco. :-)
Zacznijmy od tego, że bardzo, okropnie Wam dziękuję za wizyty i komentarze. :-) Od razu chce się dalej pracować - i to nie są słowa rzucane na wiatr, bo już kłuję kolejne partie czesanki. Nawet mam widoki na to, żeby zaniedługo skończyć... ;-) Na wszystkie pytania postaram się odpowiadać na bieżąco, w komentarzach, albo czasem w kolejnych postach.
Przejdźmy do tematu dnia: otóż całkiem niedawno wzięłam udział w candy u Kurczaka. I miałam niesamowite szczęście! Dotarło to do mnie w pełni, kiedy zobaczyłam piękne itemy od Agaty. Są dla mnie szczególnie cenne, że zupełnie nie mam pojęcia, jak robić koronkę frywolitkową, a to i tak nic, w porównaniu z tym, jaką tajemną wiedzą jest dla mnie szydełkowanie. Tak, że patrzę, podziwiam i obiecuję sobie... Może kiedyś... ;-)
Zdjęcia niestety mocno takie sobie - ale to kolejna umiejętność, którą mam nadzieję opanować w miarę pisania na blogu. Przynajmniej widać na nich trochę te cuda.
Kolczyki i aplikacja frywolitkowa - wstępne plany są takie, żeby upiększyć nią torebkę (ale poważnie też myślę o bluzce). Kolczyki, rzecz jasna, do noszenia. W szczególności jak wróci Ukochany. :-) (Bo tylko dla Wydziału to mi trochę szkoda się stroić. ;-))
Szydełkowy Stworzonek - ma ruchome łapki i jest piękny! Bardzo przytulasty. Ile razy przechodzę obok biurka, zatrzymują się przy nim chociaż na chwilę. I oczko - dotąd nie odnosiłam się najlepiej do itemów dla komórek, ale coś takiego, to ozdoba w sam raz dla RPGowca - socjopaty... ;-)
Stworzonek raz jeszcze - bo go uwielbiam. :-)
Tyle na dziś; a w ramach reklamy - jutro dwie całkiem nowe filcowanki!
Zacznijmy od tego, że bardzo, okropnie Wam dziękuję za wizyty i komentarze. :-) Od razu chce się dalej pracować - i to nie są słowa rzucane na wiatr, bo już kłuję kolejne partie czesanki. Nawet mam widoki na to, żeby zaniedługo skończyć... ;-) Na wszystkie pytania postaram się odpowiadać na bieżąco, w komentarzach, albo czasem w kolejnych postach.
Przejdźmy do tematu dnia: otóż całkiem niedawno wzięłam udział w candy u Kurczaka. I miałam niesamowite szczęście! Dotarło to do mnie w pełni, kiedy zobaczyłam piękne itemy od Agaty. Są dla mnie szczególnie cenne, że zupełnie nie mam pojęcia, jak robić koronkę frywolitkową, a to i tak nic, w porównaniu z tym, jaką tajemną wiedzą jest dla mnie szydełkowanie. Tak, że patrzę, podziwiam i obiecuję sobie... Może kiedyś... ;-)
Zdjęcia niestety mocno takie sobie - ale to kolejna umiejętność, którą mam nadzieję opanować w miarę pisania na blogu. Przynajmniej widać na nich trochę te cuda.
Kolczyki i aplikacja frywolitkowa - wstępne plany są takie, żeby upiększyć nią torebkę (ale poważnie też myślę o bluzce). Kolczyki, rzecz jasna, do noszenia. W szczególności jak wróci Ukochany. :-) (Bo tylko dla Wydziału to mi trochę szkoda się stroić. ;-))
Szydełkowy Stworzonek - ma ruchome łapki i jest piękny! Bardzo przytulasty. Ile razy przechodzę obok biurka, zatrzymują się przy nim chociaż na chwilę. I oczko - dotąd nie odnosiłam się najlepiej do itemów dla komórek, ale coś takiego, to ozdoba w sam raz dla RPGowca - socjopaty... ;-)
Stworzonek raz jeszcze - bo go uwielbiam. :-)
Tyle na dziś; a w ramach reklamy - jutro dwie całkiem nowe filcowanki!
poniedziałek, 1 listopada 2010
Stare dzieje
Zanim przejdę do bieżących rzeczy, co zbliża się nieuchronnie, pokażę trochę starszych prac. To moje filcowanki numer 2 i 3 (pierwsza przebywa w dobrym towarzystwie Ukochanego i jak na razie nie doczekała się zdjęć). Datowanie metodą izotopów węglowych wskazuje na okolice sesji zimowej i poprawkowej roku akademickiego 2009/2010, co chyba wystarczająco uzasadnia tytuł.
Pierwszy będzie wirus przeziębienia (rhinowirus). Uprzedzając wątpliwości: tak, jest wzorowany na zabawkach Giant Microbes, ale nie czerpię z niego zysków i zrobiłam go wyłącznie na własny użytek, więc załóżmy, że jest ok. :-)
Druga praca, którą dzisiaj pokażę, to Lady Godiva. Nie wzorowana już na niczym, powstała połączonymi siłami mojej wyobraźni i rąk. Co tu więcej mówić? Jestem z niej dziko dumna. ;-)
Chwilowo tyle. Przestój w pracach był niezamierzenie długi, ale powoli wracam do działania. Myślę, że mogę zaryzykować zapowiedź relatywnie częstej aktualizacji tego bloga.
Pierwszy będzie wirus przeziębienia (rhinowirus). Uprzedzając wątpliwości: tak, jest wzorowany na zabawkach Giant Microbes, ale nie czerpię z niego zysków i zrobiłam go wyłącznie na własny użytek, więc załóżmy, że jest ok. :-)
Druga praca, którą dzisiaj pokażę, to Lady Godiva. Nie wzorowana już na niczym, powstała połączonymi siłami mojej wyobraźni i rąk. Co tu więcej mówić? Jestem z niej dziko dumna. ;-)
Chwilowo tyle. Przestój w pracach był niezamierzenie długi, ale powoli wracam do działania. Myślę, że mogę zaryzykować zapowiedź relatywnie częstej aktualizacji tego bloga.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















